Każda osoba opuszczająca pieczę zastępczą powinna mieć kogoś, kto pomoże jej przejść przez pierwsze, najtrudniejsze miesiące samodzielnego życia. W polskim systemie tę rolę formalnie pełni opiekun usamodzielnienia. Problem w tym, że – jak od lat wskazują kontrole państwowych instytucji – sama funkcja jest zdefiniowana tak nieprecyzyjnie, że jej realna wartość zależy w ogromnym stopniu od przypadku: od tego, kogo młoda osoba akurat zna i kto akurat zgodzi się jej pomóc, a nie od jasnych standardów wsparcia, na które mogłaby liczyć każda usamodzielniana osoba.
Kim jest opiekun usamodzielnienia?
Zgodnie z ustawą z 9 czerwca 2011 r. o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, co najmniej rok przed osiągnięciem pełnoletności osoba przebywająca w pieczy zastępczej wskazuje osobę, która ma pełnić funkcję jej opiekuna usamodzielnienia. Może nią zostać m.in.:
- osoba tworząca rodzinę zastępczą lub prowadząca rodzinny dom dziecka,
- koordynator rodzinnej pieczy zastępczej,
- pracownik socjalny powiatowego centrum pomocy rodzinie (PCPR),
- wychowawca lub psycholog z placówki opiekuńczo-wychowawczej,
- pracownik organizacji pozarządowej,
- albo zupełnie inna osoba wskazana przez samego wychowanka i zaakceptowana przez kierownika PCPR.
Opiekun wspólnie z osobą usamodzielnianą przygotowuje indywidualny program usamodzielnienia (IPU), a następnie – przynajmniej w teorii – towarzyszy jej w jego realizacji: pomaga w codziennych sprawach, wspiera w kontaktach z urzędami, monitoruje postępy w nauce i współpracuje ze szkołą, rodziną czy lokalnym środowiskiem.
Gdzie leży problem?
Na papierze rola opiekuna usamodzielnienia wygląda sensownie. W praktyce – i tu zgodne są ustalenia kolejnych kontroli Najwyższej Izby Kontroli oraz opinie Rzecznika Praw Obywatelskich – ta funkcja ma kilka fundamentalnych słabości.
Ustawa nie precyzuje zadań opiekuna. Odsyła jedynie do indywidualnego programu usamodzielnienia, w którym zakres współdziałania opiekuna z wychowankiem bywa opisany bardzo ogólnie. W efekcie to, czym faktycznie zajmuje się opiekun, zależy od tego, jak konkretny PCPR i konkretna osoba rozumieją tę rolę – a nie od jednolitego standardu.
Nie istnieją żadne wymogi kwalifikacyjne dla kandydatów. Nie trzeba mieć wykształcenia pedagogicznego, psychologicznego czy jakiegokolwiek przeszkolenia w zakresie pracy z młodym człowiekiem po doświadczeniach pieczy zastępczej. Wystarczy zgoda wychowanka i akceptacja kierownika PCPR.
Nie ma mechanizmów nadzoru i egzekwowania obowiązków. Rzecznik Praw Obywatelskich wprost wskazywał, że opiekunowie usamodzielnienia nie zostali wyposażeni w żadne realne uprawnienia czy narzędzia prawne, które pozwoliłyby im skutecznie wspierać wychowanka – zwłaszcza w sytuacji, gdy proces usamodzielnienia jest zagrożony przerwaniem. Nikt też systemowo nie weryfikuje, czy opiekun rzeczywiście wykonuje powierzone mu zadania.
To zwykle funkcja społeczna, a nie zawód. Opiekun usamodzielnienia najczęściej nie otrzymuje za swoją pracę wynagrodzenia – wykonuje ją poza swoimi codziennymi obowiązkami, z dobrej woli. To wymaga ogromnego zaangażowania, ale nie daje żadnej gwarancji stabilności czy profesjonalizmu wsparcia.
Wychowanek wybiera opiekuna sam, często bez wiedzy, czego realnie potrzebuje. To zrozumiałe, że młoda osoba chce mieć wpływ na to, kto jej towarzyszy – ale, jak zauważają eksperci komentujący sytuację młodych opuszczających pieczę, wybrana w ten sposób osoba może nie mieć żadnego doświadczenia ani kompetencji potrzebnych do tego, by realnie pomóc komuś wejść w dorosłość.
Nie jest przypadkiem, że w badaniach prowadzonych wśród samych wychowanków pieczy zastępczej pojawiały się głosy, że proces usamodzielnienia byłby łatwiejszy, gdyby ktoś prowadził z nimi więcej rozmów, informował o dostępnych formach pomocy i po prostu bardziej się angażował. Jedna z badanych osób powiedziała wręcz, że każde dziecko opuszczające pieczę powinno mieć osobistego asystenta – przynajmniej przez pół roku po usamodzielnieniu. To trafnie nazywa to, czego w praktyce najbardziej brakuje.
Asystent rodziny jako punkt odniesienia
W polskim systemie wsparcia rodziny istnieje już rola, która pokazuje, że da się to zrobić inaczej – to asystent rodziny. W przeciwieństwie do opiekuna usamodzielnienia, asystent rodziny jest zawodem uregulowanym: ma ustawowo określone zadania, jest zatrudniany przez gminę, otrzymuje wynagrodzenie, a trwająca właśnie reforma przepisów o pieczy zastępczej (nowelizacja ma wejść w życie 1 października 2026 r.) dodatkowo wzmacnia tę funkcję – wprowadza m.in. dodatek do wynagrodzenia za pracę poza miejscem zatrudnienia, dodatkowy urlop po trzech latach pracy, wsparcie psychologiczne na wypadek sytuacji zagrażających zdrowiu lub życiu asystenta oraz zwrot kosztów szkoleń.
To pokazuje, że przekształcenie funkcji opiekuńczej w prawdziwy, uregulowany zawód jest w polskim systemie możliwe – i że wie się już, jakie elementy są do tego potrzebne: jasne zadania, kwalifikacje, wynagrodzenie, nadzór i wsparcie dla samego asystenta.
Dlaczego warto mówić o „asystencie usamodzielnienia”
Sama trwająca nowelizacja ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej idzie częściowo w tym kierunku – przewiduje m.in. profesjonalizację usamodzielnień poprzez wprowadzenie wynagrodzeń dla opiekunów usamodzielnienia wychowanków pieczy instytucjonalnej oraz ukierunkowanie całego procesu na rezultaty, wraz z mechanizmami ich rozliczania. To ważny krok, ale – jak zauważył w swojej opinii do projektu Rzecznik Praw Obywatelskich – wciąż niewystarczający: projekt nie rozwiązuje kwestii kwalifikacji, nadzoru i możliwości weryfikacji pracy opiekunów usamodzielnienia jako całej grupy, a nie tylko tych działających w placówkach instytucjonalnych.
Postulat, żeby opiekuna usamodzielnienia zastąpić realnym asystentem usamodzielnienia, opiera się właśnie na tym doświadczeniu. Taka zmiana oznaczałaby:
- jasno określone, ustawowe zadania – nie zależne od tego, jak ogólnie zostały opisane w konkretnym IPU,
- minimalne wymagania kwalifikacyjne – np. przygotowanie pedagogiczne, psychologiczne lub w zakresie pracy socjalnej,
- status zawodowy i wynagrodzenie – uznanie tej pracy za realną, płatną pracę, a nie dodatkowy obowiązek wykonywany „po godzinach”,
- rozsądną liczbę osób pod opieką jednego asystenta – żeby wsparcie było realne, a nie symboliczne,
- nadzór, superwizję i wsparcie dla samego asystenta – analogicznie do rozwiązań wprowadzanych już dla asystentów rodziny,
- mechanizmy odpowiedzialności – możliwość sprawdzenia i wyciągnięcia konsekwencji, jeśli wsparcie nie jest realizowane.
Co to realnie zmieniłoby dla młodych ludzi
Dla osoby wchodzącej w dorosłość różnica między „opiekunem”, którego rola nie jest nigdzie precyzyjnie opisana, a asystentem działającym według jasnego standardu, jest ogromna. To różnica między przypadkowym, uzależnionym od dobrej woli wsparciem a wsparciem, na które można realnie liczyć – niezależnie od tego, w jakim powiecie się mieszka i kogo się przypadkiem znało. Może to bezpośrednio przełożyć się na mniejszą liczbę przerwanych procesów usamodzielnienia i większe szanse na to, że młody człowiek naprawdę wejdzie w dorosłość, a nie tylko formalnie je opuści.
